poniedziałek, 15 czerwca 2009
Bliżej
Siedzę... piszę i sieeeeedzę.... Sama nie wiem po co. Te same strony oglądane po kilka razy z nadzieją, że się coś 'ruszy". I siedzę... Substytut, zamiennik, wypełniacz... Nie tego chcę :( Krzyczec, błagac, ządac...? czego? Przecież jest "dobrze", "normalnie"... zwyczajnie Zbieram się i przemówie. Ale jak już się odezwę, to zrobię taką ...... rozmowę......, że będzie konkretna :DD Mam nadzieję :) I jestem coraz bliżej
wtorek, 26 maja 2009
Uściski, czekoladki
Oj, odwykłam, odwykłam.... Siadłam do pisania i jakaś pustka w głowie, a gdzieś mi się tam błąkał pomysł na notkę. Przez ten czas, kiedy mnie nie było (miało byc chwilowo :))) trochę się nazmieniało. Ale za dużo by zajęło opisywanie wszystkiego po kolei. Gdzieś to kiedyś tam sobie wyjdzie. Tymczasem powinnam zabrac się za porządki tutaj, bo chyba nie wszystko jest aktualne. Ale najbardziej zdziwiły mnie suwaczki moich dzieciaków, że nadal działają. Swoją drogą jakie "stare" mam już dzieci;)
A korzystając z tego , że tu jestem, chciałabym z tego miejsca (ekhm, ekhm...) życzyc wszystkim Matkom, Mamom, Mamusiom wszystkiego, co najlepsze, zwyczajowo spełnienia marzeń, wytrwałości w dążeniu do celów dnia codziennego i tych bardziej wzniosłych. I przede wszystkim miłości. A teraz kwiaty, czekoladki, bombonierki, uściski i zapraszamy na częśc nieoficjalną :)
piątek, 22 maja 2009
Cisza została przerwana
Jestem Na długo, na krótko, regularnie czy też nie? Ale przyjemne wrócic, przypomniec sobie. Odwykłam. Zupełnie. Ale coś mnie tu przywiodło. I mam nadzieję, że zatrzyma.
środa, 16 maja 2007
Słówko wyjaśnienia
Nie ma mnie.Chwilowo... na łonie netu... Zarobiona jestem, co jest w moim przypadku aż niemożliwe ;) Pomagam przy preparowaniu trofeów łowieckich. A co! No i zarobiona jest aż po łokcie - dosłownie. A przy moim braku organizacji to oznacza klęskę żywiołową i wszystkie plagi egipskie razem wzięte. Ale coś za coś. Dlatego wybaczcie tę ciszę. Brakuje mi czasu na wszystko. Kiedy złapię jakąś chwilę na odsapnięcie, nadrobię zaległości w czytaniu i pisaniu. Oby to było prędko :)
sobota, 28 kwietnia 2007
Afera na miarę i Mistrzyni Dezorganizacji
Jako że zyjemy w kraju, w którym afera goni aferę, mnie się również przytrafiło w jednej wziąc udział.Co prawda nie była ona aż tak spektakularna jak te, w których udział biorą nasi...Pożal-Się-Boże-Politycy, ale strachu się najadłam. A Mistrzyni Dezorganizacji to ja we własnej osobie.Słońce już dosyc wysoko ;) , a ja tkwię przed komputerem ciągle jeszcze w szlafroku i nic nie zrobiłam.O przepraszam, kawę już wypiłam :)
wtorek, 24 kwietnia 2007
Rozdeptany karton
To klatka piersiowa mojego syna.Takiego określenia użył Szanowny Pan Ortopeda, co ma oznaczac wklęsłą, zapadniętą klatkę piersiową, sugerując, że to pozostałośc pokrzywicza.Bardzo mnie to oburzyło, bo podawania wit.D3 przestrzegałam sumiennie wedle ówczesnych zaleceń. Na mój protest Jego Otropedowatośc zmienił łaskawie wersję, że to może byc wrodzone. I tu już trafił, bo dziecię moje przyszło na świat z odstającymi na boki żeberkami, które to dostał w spadku od własnego ojca.Mają identyczne.Niunia niestety też ma jakieś dziwne, ale nie aż tak bardzo.I całe szczęście.
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Myśli zebrane
Czas płynie nieubłaganie, a znowu mam wrażenie, że życie przecieka mi między palcami. A sezon grilowo - działkowy w pełni i nawet pogoda zaczyna się dzis poprawiac.W poprzedni weekend zainaugurowaliśmy sezon na własnej działce, czyli niedzielny obiad pod chmurką.Wszyscy zadowoleni - dzieciaki ( właściwie bardziej Niunia), że się wyszalec mogą, ja, że nie muszę zmywac po obiedzie i siedziec cały dzień, oddając się słodkiemu lenistwu, popijając zimnego browarka i przeglądając kolorowe gazety. Czegóż chciec więcej? Tylko jedno trochę mąci ten idylliczny nastrój.Chwasty. Ale ja chyba się zaczynam starzec, bo coraz chętniej grzebię się w ziemi.Kiedyś, dawno, dawno temu, gdy miałam "pola pręt z kawałkiem" ;) , trudno mnie było nawet wołami zaciągnąc do pracy w ogrodzie.A teraz idę sama z nieprzymuszonej woli i jeszcze mi to sprawia przyjemnośc.Dziwny jest ten świat ....To chyba to kiszenie się w bloku swoje robi.Natura wzywa :) Właściwie zakup działki był jednym z naszych lepszych zakupów.
Zwłaszcza, kiedy odwiedzają nas tacy goście: których dzieciaki zawsze chętnie przyjmą i uraczą, czym chata bogata Właściwie to już nie mogę doczekac się lata, kiedy można będzie tam spędzac całe dnie.Niekoniecznie ryjąc w ziemi jak kret.Sam pobyt na działce i "słuchanie", jak wszystko rośnie jest wielką przyjemnościa. A tymczasem trzeba wrócic na ziemię i pojeździc trochę na szmacie, bo mi dom brudem zarósł przez ostani tydzień.A popołudniu jesteśmy z Rafałem zapisani do ortopedy - pani od korekcyjnego podejrzewa u niego skrzywienie kręgosłupa, więc trzeba to sprawdzic.Nie zdziwiłoby mnie to specjalnie, bo pomimo ciągłego latania po podwórku za piłką moje dziecko jest powyginane jak chiński paragraf.cena postępu - kulbaczenie się przy komputerze albo tv.
czwartek, 12 kwietnia 2007
TE święta były za krótkie
Niespodzianka udała się pierwszorzędnie. Nikt niczego nie podejrzewał i rzeczywiście warto było 2 godziny markowac mycie samochodu, żeby ujrzec to zaskoczenie i jeszcze większą radośc.Co prawda trochę musiałam się nagimnastykowac z tą konspiracją, bo rodzice szli w Wielki Piątek do kościoła i nieco dziwnie wyglądałoby, gdybym została i nie wiedziec czemu siedziała tam u nich. Udałam, że jedziemy do domu. Dzieciakom, gdy rodzice zniknęli za rogiem, wcisnęłam, że musimy wrócic, bo zapomniałam papierosów. Na co Rafał przytomnie zareagował, że przecież mam.Trzeba było kłamac o drugiej paczce. A dzisiaj próbuję dojśc do ładu z własnym domem.Nie było nas przez całe święta, po świętach codziennie jeździłam do rodziców na całe dnie, a w domu rządził męski ród. No trudno, jakoś nad tym zapanuję. Ale mimo świątecznego zmęczenia tego kursowania z punktu A do punktu B, odpoczęłam jakoś psychicznie.Tak mi jakoś lżej się zrobiło. Wciąż się cieszę z tych kilku dni, ale jednocześnie mam jakiś niedosyt.Może dlatego, że swoją siostrę poznałam i ciągle poznaję, kiedy wyjechała.Wcześniej nie potrafiłyśmy byc siostrami. Ona jest ode mnie młodsza o 8 lat. I kiedy ona miała 12 lat, ja już miałam dziecko i wyprowadziłam się z domu.Nie widywałyśmy się też zbyt często, więc nawet nie było o czym rozmawiac, gdy już się spotkałyśmy.Kazda z nas miała swój, inny świat, zupełnie różne problemy. Teraz już mamy o czym rozmawiac.Może to właśnie dlatego, że wyjechała, że mimo, iż nie ma jeszcze dzieci, ma już problemy podobne do moich. Mówiąc patetycznie - problemy ludzi dorosłych ;)
czwartek, 05 kwietnia 2007
Oby do jutra !
Nie mogę już doczekac się jutra :)) Moja siostra przyjeżdża na święta z Anglii. Żeby było ciekawiej to ma byc niespodzianka.Rodzice o niczym nie wiedzą, zostałam wtajemniczona tylko ja.No, ale niestety musiałam puścic trochę pary z gęby, bo inaczej nie dogadalibyśmy się z M. w sprawie Świąt.Swoją drogą to nie jest normalne, żeby po 12 latach małżeństwa nie móc się dogadac o Święta, u której mamusi ma byc śniadanie.Przez ostatnie kilka lat nie było tego problemu, bo robiłam wielkanocne śniadanie u siebie i miałam ten kłopot z głowy.Natomiast w tym roku wykręciłam się biedą.Nie wiedziałam, co wymyślic, że nie robię Świąt u siebie i to pierwsze przyszło mi do głowy.I tajemnica prawie utrzymana.
środa, 28 marca 2007
Będę matką...
... matką chrzestną :)) Kopnął mnie wczoraj zaszczyt czy też zaszczytny obowiązek. Zostałam poproszona przez szwagiekę o bycie chrzestną dla ich córeczki. Oczywiście, że się zgodziłam, bo przecież dziecku się nie odmawia. Tylko czy oni się dobrze zastanowili? Mówi się, że po chrzestnych się wiele przejmuje (wiem, że to guzik prawda). Mała jest spod Bliźniąt, ja spod Bliźniąt, a jak wiadomo zodiakalne bliźniaki to gaduły.Teściowa ze szwagierką zawsze się "śmieją" ze mnie i z Rafała (Bliźniak, a jakże! ), że moglibyśmy wszystkich na śmierć zagadać, a teraz zafundują sobie coś takiego we własnym domu, jeśli wierzyć w to przejmowanie od chrzestnych. Ale ja, kiedy się wcześniej dowiedziałam, że takie mają plany w stosunku do mojej skromnej osoby, miałam sprzeczne uczucia. Bo ta maleńka jest siostrą bliźniaczką dziewuszki, o której pisałam, która w lutym umarła... I cały czas miałam nadzieję, chciałam być chrzestną właśnie tamtej kruszynki...a teraz moja pierwsza myśl była, że w jakiś sposób zdradzę tamtą. Wiem, że głupie to okropnie i logiki takiemu myśleniu brakuje.Ale jakoś tak pomyślałam. Po wczorajszych odwiedzinach już mi przeszło, bo być chrzestną takiego słodziaczka jak moja przyszła chrześnica, to czysta przyjemność. Mała jest przeurocza- buzia jej się nie zamyka, mimo, że dopiero ma 9 m-cy i śmieszka jakich mało, baaaardzo, ale to bardzo pogodne dziecko.Co mnie dziwi, bo w domu, w którym mieszka raczej na codzień mało jest uśmiechu.No,ale... po chrzestnej to ma ;P Teraz tylko pozostaje dylemat finansowy. Co i ile daje się na chrzest?Wszystkich zorientowanych w temacie uprasza się o zabranie głosu :) A skąd na to wezmę pomyślę kiedy indziej. |